Reklama
  • Poniedziałek, 18 lutego 2013 (11:47)

    Katarzyna Glinka - już nie rzucam talerzami

Zachwyca urodą. Rolą Kasi Górki w serialu „Barwy szczęścia” podbiła serca milionów widzów. Niedawno została mamą. I choć aktorstwo to jej wielka pasja, dzisiaj najważniejsza jest dla niej rodzina. Mąż i synek Filip.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Kasiu, jak wygląda prawdziwe życie gwiazdy, gdy schodzi ze sceny?

Reklama

Kasia Glinka: Gwiazdy? Nie wiem. Mogę opowiedzieć, jak wygląda moje życie. Po spektaklu wsiadam do samochodu, włączam muzykę i mam dwadzieścia minut na to, by dojść ze sobą do ładu, uspokoić się, wyciszyć.

Gdy wracam do domu, mój synek Filip już śpi. Wtedy mam czas pobyć z mężem. Czasem do północy coś pitrasimy. Uwielbiam gotować i piec. Zdarza się więc, że wstawiam jakąś pieczeń do piekarnika i ucztujemy do późna, oglądamy filmy, rozmawiamy.

A potem rano budzi cię synek...

K.G.: Budzi, ale nie tak znowu rano. Jest śpiochem, po mamie, i daje mi pospać.

Gotujesz, robisz zakupy, pierzesz, sprzątasz. Naprawdę lubisz te zajęcia?

K.G.: Sprzątania nie lubię, więc robienia porządków unikam jak ognia. Ale w kuchni mogę się zapomnieć. To ja jestem w niej szefem.

A kto jest szefem w domu?

K.G.: Mam taki charakter, że na wiele rzeczy lubię mieć wpływ. Mąż to akceptuje, oczywiście do momentu, gdy sprawa nie dotyczy rzeczy ważnych dla niego.

Ja zatem decyduję o tym, co będzie na obiad, ale też kiedy kupimy nową kanapę lub dokąd pojedziemy na wakacje, a Przemek na przykład o zmianie samochodu. Mąż pilnuje też finansów, rachunków, opłat. I jestem mu za to bardzo wdzięczna, bo ja nie potrafię zrobić nawet przelewu przez internet.

Jeszcze nie tak dawno mówiłaś, że zarówno na scenie, jak i w życiu lubisz grać pierwsze skrzypce. Filip chyba cię trochę zepchnął z piedestału? Jak się z tym czujesz?

K.G.: Odbyło się to bez bólu. Wszystko samo się przewartościowało. Teraz najważniejszy jest synek. Nie rozpaczam, że nie mam czasu na kosmetyczkę czy spotkanie z przyjaciółmi. Bo ja po prostu wolę ten czas spędzić z moim dzieckiem.

Macierzyństwo cię zmieniło? Kiedyś byłaś zachłanna na karierę, na życie...

K.G.: Zwolniłam. Kariera nadal jest dla mnie ważna, ale nie najważniejsza. Teraz chcę się nacieszyć synkiem, nasycić, dać mu to, co mogę najlepszego.

Nie boisz się, że jakaś ciekawa rola może ci umknąć?

K.G.: Propozycje przychodzą niezależnie od tego, czy się o nie stara, czy nie. Dzięki temu, że mam dziecko, dużo uważniej im się przyglądam. Nie biorę już wszystkiego i za wszelką cenę.

Skupiam się na tych rolach, które mnie rozwiną i dadzą mi satysfakcję.

Czy trudno ci rozstawać się z dzieckiem, kiedy musisz jechać na plan?

K.G.: Pierwszy raz był bardzo trudny. Zwłaszcza, że do pracy na plan serialu „Barwy szczęścia” wróciłam dość szybko – Filip miał dwa miesiące. Cały czas o nim myślałam. Dzisiaj jest już łatwiej, chociaż i tak jest mi przykro, kiedy go zostawiam.

Podobno takie małe dzieci nie mają poczucia czasu...

K.G.: U dzieci ta tęsknota za mamą przychodzi później. W Filipie fajne jest to, że on jest takim trochę „cygańskim” dzieckiem. Z przyjemnością spędza czas z każdym, kto się z nim bawi, skupia na nim swoją uwagę. Wiedząc o tym, spokojnie mogę pracować na planie.

Gdy zostaje się mamą, to więcej się widzi, słyszy, rozumie?

K.G.: Tak, ale też inaczej postrzega się inne dzieci. Kiedyś mogły dla mnie nie istnieć, nawet mnie denerwowały, gdy były zbyt hałaśliwe.

Dziś mnie wzruszają. Stałam się bardziej cierpliwa, wyciszyłam się i nabrałam dystansu do wielu spraw. Dla mnie najważniejsze jest teraz to, by zapewnić synkowi spokój i szczęśliwe dzieciństwo.

Więc już nie rzucasz talerzami?

K.G.: Kiedyś rzucałam talerzami, ale teraz mam taką piękną zastawę i zwyczajnie mi jej szkoda.

A tak na poważnie, nauczyłam się już panować nad emocjami. Czasem bywa to bardzo trudne, bo jestem typem Włoszki.

Macie jeszcze z mężem czas tylko dla siebie?

K.G.: Na pewno jest go dużo mniej niż kiedyś. Dziś nie możemy tak po prostu wyjść do kina, teatru czy na kolację do restauracji. Wszystko trzeba zaplanować i przemyśleć. Zostaje nam czas, kiedy Filip śpi.

Jakie wartoś ci, zasady, które wyniosłaś z domu, chciałabyś przekazać swojemu dziecku?

K.G.: Na pewno szczerość w relacjach z ludźmi. Moi rodzice nigdy nie robili niczego, żeby się komuś przypodobać, zrobić wrażenie albo „bo tak wypada”. Jak była nerwowa atmosfera, to była nerwowa. Nawet przy gościach. Nie było udawania. Tę cechę wyniosłam z domu. Niektórzy uznają to za arogancję, ale moim zdaniem to uczciwość. I tej uczciwości chciałabym nauczyć swego synka.

Moi rodzice nigdy niczego mi nie narzucali, nie miałam poczucia, że muszę spełniać ich oczekiwania. Szłam swoją drogą, którą zwykle akceptowali. Chciała- bym również mojemu dziecku dać wolną rękę w podejmowaniu życiowych decyzji.

Jaki był twój dom rodzinny?

K.G.: Normalny. Trzy pokoje z kuchnią. Niewielki metraż. A na nim – mama, tato i mój starszy brat. Wzruszam się, wspominając tamten okres w moim życiu.

Wciąż lubię spędzać czas z rodzicami, biesiadować przy ognisku, wspólnie przyrządzać posiłki. Od niedawna rodzice mają dom w górach. To nasz raj na ziemi. W dodatku komórki nie mają tam zasięgu, więc można się bezkarnie oderwać od rzeczywistości.

Kiedy postanowiłaś zostać aktorką?

K.G.: W szóstej klasie podstawówki byłam na szkolnej wycieczce w Warszawie i... zobaczyłam Ewę Wiśniewską, jak pędziła po korytarzu teatru Ateneum. Piękna, niedostępna, tajemnicza. Zawsze ją podziwiałam.

Pomyślałam wtedy, że też chciałabym, tak jak ona, pędzić kiedyś teatralnym korytarzem.

Tata nie przekonywał cię, że może lepiej zostać lekarzem czy prawnikiem?

K.G.: Chyba nie był zachwycony moim wyborem, ale nic nie mówił. Jest ekonomistą, zawsze twardo stąpał po ziemi. Zawód aktora to niepewna przyszłość – pewnie tak myślał. Ale kiedy dostałam się do szkoły, był ze mnie dumny.

W łódzkiej Filmówce nie czułaś się gorsza? Dziewczyna z prowincji, z Dolnego Śląska, a tu na korytarzach same gwiazdy.

K.G.: Nigdy nie miałam kompleksu prowincji. To też zawdzięczam rodzicom. Ale fakt, wielcy aktorzy, których dotąd znałaś z teatru, a teraz przechadzają się tym samym co ty korytarzem, onieśmiela.

W Filmówce wydawało mi się, że wszyscy wiedzą więcej, więcej potrafią. Studenci ze starszych lat tworzyli atmosferę wyjątkowości tego miejsca, nawet ubierali się jakoś inaczej. To na początku przytłaczało. Ale profesorowie szybko potrafili przełamać nasze opory.

Kasiu, wykonujesz zawód, który kochasz, jesteś popularna, ale grasz w serialu, który nie schodzi z ekranu już szósty rok. Nie znudziło ci się?

K.G.: Na szczęście scenarzyści bardzo dbają o to, by tak się nie stało. Poza tym gram nie tylko w „Barwach szczęścia”, ale też w filmach, w spektaklach. Przynajmniej raz w roku przygotowujemy nową premierę w teatrze.

Za co lubisz swoją serialową bohaterkę Kasię?

K.G.: Za życiowy optymizm i niebywałą energię. Kasia nie boi się wyzwań i zmian w życiu. Ma swoje zdanie i mocny kręgosłup. Poza tym jest zwariowana. Jednak powiem szczerze, że czasem jej nie rozumiem. Ale i za to ją lubię.

Masz talent komediowy. Widać to m.in. w spektaklach „Mój przyjaciel Harvey” czy „Ślub doskonały”, wystawianych w teatrze Kwadrat. Mówi się, że granie w komedii wymaga od aktora wielkich umiejętności.

K.G.: W dramacie aktor nie musi płakać, żeby widz płakał. W komedii musi płakać tak, żeby widz się śmiał. Mam nadzieję, że udało mi się opanować tę trudną sztukę.

Ostatnio oglądaliśmy cię z Andrzejem Nejmanem w komedii romantycznej „Od pełni do pełni”. Trudno gra ci się w scenach intymnych?

K.G.: Z Andrzejem akurat wszystko było proste, bo znamy się od lat, pracujemy w tym samym teatrze, wystąpiliśmy razem w wielu spektaklach.

Ale gdy grałam w filmie „Och, Karol 2” nie było łatwo. Pierwsza scena, jaką kręciliśmy, to była scena w łóżku z Piotrem Adamczykiem, którego nie znałam. „Cześć, jestem Kaśka”, „Cześć, a ja Piotrek” powiedzieliśmy sobie na dzień dobry. Tę scenę miłosną musieliśmy zagrać na oczach całej ekipy.

Twój mąż nie jest o takie sceny zazdrosny?

K.G.: Mój mąż jest naprawdę mądrym facetem. Bo jeśli nawet jest o mnie zazdrosny, nie daje mi tego odczuć.

Wciąż masz problemy z rozbieraniem się przed kamerami?

K.G.: Tak, ale już nie takie, jak dziesięć lat temu. Pamiętam, jak w Teatrze Polskim grałam w „Śnie nocy letniej” i nie chciałam występować w krótkich majteczkach. Musieli mi je przedłużyć. Wstydziłam się wyjść nago przed ośmiusetosobową widownię. Dziś się z tego śmieję.

Czyli teraz „Playboyowi” już byś nie odmówiła?

K.G.: No właśnie znów odmówiłam. Bo dalej nie lubię rozbierania się bez powodu, dla samego rozbierania. Żenują mnie sceny w filmie, które często są tylko po to, by przyciągnąć widza. Nie biorę w nich udziału.

Jakie są według ciebie ciemne strony aktorstwa?

K.G.: Chyba to wieczne rozdygotanie. Pracujesz na emocjach, grasz sceny rozstań, powrotów, śmierci. Nie możesz udawać, że rozpaczasz, musisz rozpaczać, wyobrazić sobie, że ta sytuacja dotyczy ciebie, że naprawdę ktoś cię zostawia, że kogoś kochasz albo ktoś bliski ci umiera.

Potem wracasz do normalnego życia. Do domu, męża, rodziny.

Nie boisz się, że czas płynie, że uroda przemija? Jak widzisz siebie za... kilkanaście lat?

K.G.: Nie boję się upływającego czasu. Dojrzała aktorka jest ciekawsza, ma znacznie więcej do zaproponowania widzom. Uważam, że aktor jest trochę jak gąbka – im więcej przeżył, im bardziej nasiąknął życiem, tym więcej może z siebie dać. Już samo macierzyństwo sprawia, że kobieta czuje się spełniona w stu procentach, a to bardzo pomaga w uprawianiu tego zawodu.

Mam nadzieję, że pojawiające się zmarszczki i doświadczenie życiowe sprawią, że kiedyś zostanie zdjęta ze mnie etykieta „ładnej buzi”, która w walce o ciekawe role często bardzo przeszkadza.

Masz wrażenie, że dopłynęłaś do właściwego portu?

K.G.: Nie wiem, czy to właściwy port, ale na pewno to ja jestem kapitanem na tym statku.

Tego jeszcze o mnie nie wiecie

Dom rodzinny kojarzy mi się z bezgraniczną miłością. Do dziś pamiętam zapach żłobka. Nienawidziłam tam chodzić, wciąż płakałam. Po miesiącu mama wypisała mnie ze żłobka i opiekowała się mną niańka.

Najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa to wyjazdy w Pieniny. Wzruszam się, gdy widzę małe dzieci.

Poczułam się dorosła, gdy urodził się mój syn Filip.

Stałam się odpowiedzialna.

Mój największy autorytet... Zawodowy? Meryl Streep. Dla mnie to aktorka kompletna.

W trudnych chwilach staram się nie podejmować pochopnie decyzji, tylko najpierw uspokoić emocje, nabrać dystansu.

Od mężczyzny oczekuję poczucia bezpieczeństwa.

Nie mogłabym żyć bez... świadomości, że mogę kupić bilet w podróż w nieznane.

Moje ulubione kwiaty... białe lilie.

Narodziny gwiazdy

1997- Już szósty rok oglądamy ją w „Barwach szczęścia”. Rola Kasi Górki przyniosła jej popularność i sympatię widzów. Aktorka lubi swoją bohaterkę za życiowy optymizm i niebywałą energię.

2010 - Kasia Glinka od początku była faworytką 11 edycji „Tańca z gwiazdami”. I choć nie zdobyła Kryształowej Kuli, zachwyciła jurorów. Z partnerującym jej Stefano Terrazzino doszła do finału.

2011

W „Och, Karol 2” świetnie wykorzystała swój talent komediowy. Gra kelnerkę, kobietę idealną, jak myśli o niej początkowo tytułowy bohater (Piotr Adamczyk). Ma być dla niego wybawieniem i odskocznią.

2012 Piękna i zabawna w roli wróżki w filmie „Od pełni do pełni”. Lena to oszustka. Gdy jedna z jej klientek będzie chciała popełnić samobójstwo, wróżka „zajmie się” jej ukochanym (Andrzej Nejman).

Beata Biały

Zobacz również

  • Prowokacja Berga Łukasz (Michał Rolnicki), idąc na umówiony z Bergiem (Cezary Żak) wywiad, będzie niemal pewny, że uda mu się sprowokować znanego z dobroczynności właściciela galerii sztuki do... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.